Małgorzta Pawlak o naszej bohaterce Justynce

BOHATERKA

Do dzisiaj myślałam, że może mają rację ci, którzy nazwali mnie nie raz, bohaterką. Bo straciłam dziecko, bo się nie rozpadłam na nierówne części, podzieliłam się z innymi swoją arcysmutną historią, stawiam kroki dalej przed siebie, działam ku serc pokrzepieniu, pomagam innym uporać się z ich traumą. Stałam się głosem wielu zrozpaczonych Matek po stracie ukochanych dzieci. Zaczęłyśmy o tym mówić głośno. Dopuściłyśmy innych do tej bolesnej prawdy.

Dzisiaj jednak doświadczyłam, że to nie mnie należy się tytuł bohaterki. Pomimo że dano mi córkę, i zabrano mi córkę. Pan dał, Pan wziął. Moją własną córkę. Tak po prostu. Bez uprzedzenia i bez pożegnania. I ta śmierć dziecka, która mi się przytrafiła, życiowo mnie przeorała by od nowa na prostych nogach postawić – jest moim własnym, prywatnym losem, który dany mi było przeżyć i znieść. I nie miałam tu nic do powiedzenia…

Kobieta na zdjęciu obok mnie, świadomą, dojrzałą decyzją, swoją i swojego Męża, wywróciła ich własne życie do góry nogami…

Justynę poznałam na moim wieczorze autorskim („Spacer z motylem” Purple Book Wydawnictwo ) w Sopocie, na zaproszenie Fundacja Między Niebem a Ziemią wspierającą dzieci niepełnosprawne i ich Rodziców. Po dzisiejszym spotkaniu z Justyną, wracałam do domu we łzach, dziękując Bogu, że mogłam poznać Jej historię. Dziękując za wstrząs, jaki przeżyłam słuchając tej opowieści naznaczonej boleścią i przeplatanej radością. Okraszonej mądrością i potężną wrażliwością serca.

Ileż ja się dzisiaj nauczyłam! Dziś nie płakałam nad swoim losem. Płakałam ze wzruszenia nad siłą tej „niewinnie” wyglądającej młodej Kobiety. Bo takiej drugiej jeszcze w swoim życiu nie spotkałam…

To jest Justyna.

Justyna jest ufna i wrażliwa.

Z 2-letnią Córeczką i oddanym Mężem.

W 40-metrowym mieszkaniu.

Na dobry start.

Justyna jest ambitna i pracowita.

Potrafi poszerzać zasoby własnego serca.

Potrafi kochać.

Potrafi pokochać na odległość 8- miesięcznego chłopczyka, porzuconego przez biologiczną matkę.

Robi wszystko, by zaadoptować chłopczyka.

Chłopczyka, który nie widzi.

Chłopczyka, który nie mówi.

Który nie chodzi, nie rusza się, nie siedzi.

Ma schyłkowo niewydolne nerki, wymagające dializy.

Po wylewie IV stopnia.

Z dziecięcym porażeniem mózgowym.

Odżywianym przez gastrostomię.

Z padaczką.

To jest Justyna.

Mama, prawie już 8- letniego chłopca.

Oddana i kochająca. Dla której dzień miesza się z nocą, rzeczywistość z krótkim snem, pragnienie bycia mamą dla dzieci, żoną dla męża, z byciem wsparciem dla przyjaciółek, lekarzem, pielęgniarką i rehabilitantką dla synka. Pragnienie bycia Kobietą i umalowania sobie rzęs.

Dla mnie to heroizm.

Dla Justyny szczęśliwa rodzina i budowanie bliskości.

Dla mnie niedowierzanie. Dla niej codzienność, której by się nie pozbyła.

Dla mnie podziw. Dla niej po prostu…uczucie.

To nie jest zwykła historia.

To nie taki sobie zwykły, dobry uczynek.

To potęga odpowiedzialności i burzliwy ocean miłości.

Mam ogromną ochotę pokazać światu tę przejmującą historię. Chyba już mi zostało mówić głośno o tematach tabu. Myślałam, że nic mnie już w życiu tak nie wzruszy po latach, niż moja własna historia.

Justynko…zdejmuję swoją ” koronę” i nakładam ją Tobie❤️