Milenka Szwarnóg

Milenka w tej chwili, w roku 2017 ma lat 12 i jest na swój sposób uroczym dzieckiem, niesłychanie kreatywnym i wrażliwym. Kiedy się urodziła jako nasza trzecia córka, wszystko wydawało się przebiegać idealnie  – zdrowe, ładne dziecko, komplet punktów przy porodzie, żadnych infekcji, uśmiech, gaworzenie, siadanie, raczkowanie i pierwsze kroki oraz pierwsze słowa –  wzorowo. I nagle w wieku 1,5 roku, może w związku ze szczepionką MMR, a może nie, zdania są podzielone – stopniowy zanik mowy, niechęć do uczenia się nowych rzeczy, coraz bardziej oddalone spojrzenie, brak reakcji na bodźce, a przede wszystkim rozpaczliwy, niekończący się płacz zasygnalizowały, że dzieje się coś niedobrego. Badania psychologiczne trwały długo i nie przynosiły żadnych efektów. Wreszcie dotarliśmy do właściwych lekarzy, którzy polecili nam odpowiednią poradnię. Jeszcze półroczne czekanie na diagnozę i kiedy miała 4 lata już wiedzieliśmy – to autyzm. Niestety w naszym systemie opieki zdrowotnej na diagnozie się kończy, dalej trzeba sobie radzić. Co jest dziecku potrzebne, jak się nim opiekować, jak, kiedy i gdzie leczyć,  i czy są nadzieje na wyleczenie – te wszystkie rzeczy trzeba mozolnie zdobywać samemu, grzebać w internecie, pytać gdzie się da, tu jedna godzina terapii, tam druga, ten lekarz powie to, inny tamto, a wszystko płatne. I tak funkcjonujemy do dziś, na szczęście coraz mądrzejsi dzięki wielu życzliwym terapeutom, nauczycielom, lekarzom i stowarzyszeniom. Działamy też na rzecz innych dzieci, służymy radą i pomocą jedni drugim.

 

Cała edukacja, kontakt z ludźmi i funkcjonowanie w naszym społeczeństwie opierają się głównie na komunikacji słownej, z którą większość autystów ma największe problemy, bo albo nie mówią wcale, albo mówią niewiele i raczej nie do rzeczy. I tu zrobiliśmy milowy krok naprzód – dzięki fundacji Międy Niebem a Ziemią, która objęła Milenkę opieką w grudniu 2014 roku, stać nas było na regularną terapię społeczną i przede wszystkim diagnozę oraz dwukrotnie terapię metodą Tomatisa, która przyniosła nadspodziewane efekty. Milenka się niesłychanie rozgadała, zaczęła odpowiadać na nasze pytania, potem zaczęła sama zadawać niekończące się ciągi pytań, pisać samodzielne opowiadania i komiksy, słowem – nadrabiać straty  w rozwoju do swoich typowych rówieśników. Praca trwa cały czas, bo przecież tyle jest jeszcze do zrobienia, autyzm ma niejedno oblicze: są huśtawki emocjonalne, napady złego humoru i rozpaczy z byle powodu, upór i brak motywacji do nauki, a samodzielność znikoma. Ale są też plusy: ogromne zdolności rysunkowe, coraz bardziej świadomie kształtowane, duża sprawność sportowa (bardzo o to dbamy), grupka życzliwych przyjaciółek, ulubione książki – cieszymy się z każdej zdobyczy,  jesteśmy ogromnie wdzięczni za każdą pomoc i zaczynamy coraz śmielej patrzyć w przyszłość Milenki.