Dominik Pietrzniak

Dominiczek w pokoju pełnym miłości

Dominik urodził się 22 października 1998 roku, w 43 tygodniu ciąży z wadą genetyczną CUN. Szczegółowe badania wykazały wadę mózgowia, zaburzenie chromosomalne - obecność pierścieniowego chromosomu 7, holoprosencefalię, rozszczep podniebienia, wargi górnej, moczówkę prostą, spodziectwo wrodzone, wnętrostwo. W badaniu neurologicznym Dominiczek został oceniony jako słyszący i wodzący wzrokiem.

Mając tyle wad wnuk był bardzo płaczliwy, wręcz krzykliwy i niespokojny w ciągu dnia i nocy. Podczas rozmowy z lekarzami stałam, słuchając tego, co mówią z ogromnym lękiem, przerażeniem i niepokojem, mówiąc cichutko: „To nieprawda, to jakaś pomyłka - taka mała istotka nie może mieć tylu wad". Po chwili zapytałam ze łzami w oczach - „Proszę powiedzieć, jakie są rokowania, dotyczące stanu zdrowia i życia?". Odpowiedź była wstrząsająca i krótka: „Dzieci z taką wadą nie żyją długo". Zapanowała cisza, nie miałam więcej pytań, a może nie chciałam już nic więcej wiedzieć. Łzy płynęły mi po policzkach, a serce nabrało takiego „rozpędu", że o mało nie wyrwało się z piersi - to była chwila nie do opisania. W myślach zapytałam samą siebie: „A gdzie nadzieja?". Nagle ktoś z lekarzy spojrzał na mnie i powiedział: „Wszystko zależy od Boga". Bardzo dobrze zapamiętałam te słowa, chyba nawet chciałam je usłyszeć. Zrozumiałam, że to nie lekarz i nie człowiek tak do końca decyduje o naszym życiu, lecz Bóg. To mnie wzmocniło i trzymam się uparcie tych słów do chwili obecnej.

Dominik Pietrzniak Dominiczek jest już dorosłym dzieckiem. Z powodu wielu wad i ciągłych bóli brzuszka przeszedł wiele badań. Pobyty w szpitalach były dla niego wielkim stresem i niepokojem. Nie wiedział, że jest to dla jego dobra. Wszelkie zabiegi chirurgiczne i gastroskopowe znosił bardzo dobrze, wytrwale i dzielnie. Oczywiście były chwile płaczu, ale były one spowodowane silnymi bólami. Najniebezpieczniejszym zabiegiem, jaki przeszedł wnuk, było wykonanie wargi górnej. Wszyscy przeżyliśmy wielki dramat, ponieważ jego życie „zawisło na włosku". Stan Dominiczka był bardzo ciężki. Lekarz przekazał wiadomość: „Jest uszkodzone płuco, w wyniku czego doszło do krwawienia z przewodu pokarmowego i nastąpiło zatrucie całego organizmu wewnątrz".

Był wtedy maleńkim i drobniutkim pół - rocznym dzieckiem, ale już była w nim ogromna chęć życia. Wspólny pobyt w szpitalu trwał długo, ale nie poddał się zagrożeniu, jakie „zawisło nad jego głową". Wrócił szybko do zdrowia, jakby czuł, że ma dla kogo żyć i że jest ktoś, kto go bardzo kocha. Większość swojego życia spędził w szpitalnym łóżeczku z powodu wielu chorób, które mogły być zdiagnozowane i leczone tylko na oddziałach szpitalnych pod kontrolą lekarzy. Szpital stał się jego drugim domem, a lekarze i pielęgniarki rodziną.

Dominiczek jest dzieckiem, które nie siedzi samodzielnie, nie chodzi, ale potrafi sprytnie przekręcić się na brzuszek i obserwować, co znajduje się wokół niego. Podaje rączkę na powitanie, reaguje na tonację głosu, wypowiada „swoje" słowa, które nie wszystkie są zrozumiałe dla osób dorosłych. Każde nowe, pojawiające się w jego pokoju osoby uważnie obserwuje, a następnie akceptuje je uśmiechem. Mimo swojej choroby jest wesołym, uśmiechniętym dzieckiem o ciemnych oczkach i pięknych, długich rzęsach, oraz niesfornych loczkach, które rosną na małej główce. Bardzo lubi, gdy się go przytula, głaszcze i całuje. Podczas snu czuje mój dotyk - wtedy czuje się bezpiecznie, wiedząc, że jest przy nim osoba, której ufa. Zawsze utrzymuje ze mną kontakt wzrokowy - nie ma to znaczenia, czy jest to dzień czy też noc. W ten sposób pragnie przekazać mi swoje potrzeby.

Dominiczek nie tylko wymaga stałej opieki babci, która o niego dba i troszczy się, lecz również miłości rodziców i kontaktu z rodzeństwem. Pragnie poczuć ciepło i bicie serca swojej mamy. Wyciąga ręce, dotyka, uśmiecha się. Wymawia z wielkim trudem niezrozumiałe słowa. W moich oczach pojawiają się łzy, bo moim marzeniem jest, żeby to wszystko widziała i słyszała mama chorego Dominiczka. Niech rodzice nigdy nie zapominają o swoich chorych dzieciach, lecz kochają je całym matczynym sercem - bo one tego pragną i potrzebują. Czekają każdego dnia na dotyk i przytulenie. Nie opuszczajmy ich, nie odchodźmy, nie zostawiajmy ich dla własnej wygody. Przecież oni są najważniejsi na tym świecie. Pomóżmy im wspólnie zmniejszyć ich cierpienie i wspierać w trudnej dla nich chorobie. Dzieci to najwspanialszy dar na świecie.

Babcia Irena - opiekun Dominika